Max

maxW czerwcu 2012 roku wydarzyło się wiele. Jedni ekscytowali się rozgrywkami Euro w Poznaniu, inni sekundą przestępną  dodaną w celu zsynchronizowania doby z opóźniającym się ruchem obrotowym ziemi a my wsiedliśmy na najbardziej przerażający, pełen niespodziewanych zakrętów rollercoaster w naszym życiu, bowiem w 24. tygodniu ciąży urodził się Max.

Ważył 890 gramów i dostał dość dużo punktów APGAR (4,6,8). Niestety, nie miało to większego znaczenia. Dojrzałość jego narządów, a raczej jej brak doskonale odpowiadały tygodniowi urodzeniowemu.

Max trafił na Oddział Neonatologiczny, gdzie dzielnie walczył o swoje życie 95 długich dni.
Stan Maxa po przyjęciu był ciężki. Mimo trzech dawek surfaktantu, płuca nie były chętne do pracy, dlatego w 3 dobie życia zmieniono respirator na nowocześniejszy respirator oscylacyjny. Jak wtedy usłyszeliśmy – „respirator ostatniej szansy”.
W kolejnych dniach Max przeszedł:

  • żółtaczkę
  • wylewy dokomorowe I i II stopnia
  • rozedmę śródmiąższową
  • niewydolność oddechową i zespół zaburzeń oddychania
  • niedokrwistość i wielokrotne transfuzje krwii
  • operację domknięcia przetrwałego przewodu tętniczego (stan pooperacyjny bardzo ciężki)
  • ostrą niewydolność nerek
  • martwicze zapalenie jelit
  • dysplazję oskrzelowo-płucną
  • retinopatię wcześniaków
  • zaburzenia elektrolitowe
  • bezdechy
  • itd. itd.

Walczył, jak na superbohatera przystało. Doskonale pamiętam słowa naszej cudownej Pani Doktor prowadzącej, wypowiedziane pewnego dnia, na oddziale intensywnej terapii noworodka: „Dziś nie robiłam mu prześwietlenia. Te płuca nie powinny pracować. Obraz radiologiczny jest jednoznaczny. Ale on pokazuje coś zupełnie odwrotnego. Oddycha sam.”

Nasz rollercoaster trwał. Bywało z górki i pod górę. Czasem niespodziewany zakręt by za chwilę jechać łagodnie z nadzieją na lepsze jutro. Z biegiem czasu, trasa stopniowo łagodniała.

Dziś Max ma 3,5 roku. Jak każdy superbohater ma blizny. U nasady nosa, po maseczce. Na nóżce, po linii centralnej. Przez lewy bok, po operacji domknięcia przewodu tętniczego. Mnóstwo kropek na dłoniach i stopach. To wszystko przypomina nam, jak wielką wykazał się siłą i wolą życia wygrywając tą nierówną walkę z wielkim wrogiem – wcześniactwem, skrajnym wcześniactwem.
Jest wesołym, bystrym przedszkolakiem, bez problemów neurologicznych, rozwojowych. Z sokolim wzrokiem bez ŻADNEJ wady. I tylko nadwrażliwość płuc, powodująca nocny kaszel (na szczęście nie mocny) a także płytki oddech przypominają nam o tym wrogu (co nie przeszkadza mu być chwalonym za aktywność na przedszkolnym wfie i wykazywać kompletny brak zmęczenia w czasie ćwiczeń).
Jestem bardzo dumna z mojego superbohatera. Wiem, jak ogromne mamy szczęście mając w domu tak zdrowego chłopca, którego personel szpitala pamięta jako tak ciężko chorego.
To Max był dla mnie inspiracją do stworzenia tej akcji. Mój osobisty SUPERBOHATER!

4 thoughts on “Max

  1. "położna od wcześniaków" says:

    Superrr Max :) ! Dziękuje, że podzieliła się Pani Waszą historią, takie zwierzenia dodają mi siły przy ciężkich dyżurach.

    • Magda says:

      Wdzięczność i ogromny szacunek jaki mamy do Was, Aniołów czuwających nad Naszymi największymi Skarbami nie ma żadnych granic.

  2. Arek says:

    Brawo dla malucha, niech ma Go Bóg w opiece aby już bez żadnych niespodzianek dorósł i cieszył się życiem !

  3. Jerzy says:

    Niech kazda wylana lza odpłaci rodzicom tysiącem uśmiechów Maxa. Niech Matka Boska ma w swojej opiece to cudowne i wyjątkowe dziecko. Brawo super bohaterze!

Comments are closed.